Od tulipanów do memecoinów: tłum się nie zmienia
Technologia zmienia się co dekadę, instrumenty co kilka lat, słownictwo co sezon. Sekwencja emocji nie zmieniła się od czterystu lat. Można ją opisać w pięciu punktach i wypełnić dowolną treścią — cebulkami, akcjami kompanii handlowej, domami, tokenami — a przebieg pozostanie ten sam.
Pięć aktów tego samego dramatu
Ekonomiści badający kryzysy finansowe opisali powtarzalny schemat: impuls (coś się realnie zmienia — nowa technologia, nowy rynek, tańszy pieniądz), boom (ceny rosną, pojawia się kredyt), euforia (wchodzą ludzie, którzy nigdy wcześniej nie inwestowali, a uzasadnieniem zakupu staje się sam wzrost ceny), realizacja zysków (najlepiej poinformowani wychodzą po cichu) i panika (wszyscy pozostali próbują wyjść jednocześnie).
Najciekawszy jest akt trzeci, bo tylko on jest rozpoznawalny w czasie rzeczywistym. Euforię poznaje się nie po wykresie, ale po języku: gdy w rozmowach zaczyna dominować argument „przecież ciągle rośnie", a pytanie o to, skąd właściwie ma pochodzić zysk, uchodzi za nietaktowne.
Tulipany, 1637
Kanoniczny przykład i jednocześnie najbardziej zniekształcony. Ceny kontraktów na cebulki rzadkich odmian tulipanów rosły w Republice Niderlandów gwałtownie, po czym w lutym 1637 roku załamały się w ciągu kilku tygodni. Warto jednak znać zastrzeżenie: nowsze badania historyczne wskazują, że gospodarczy skutek tego epizodu był znacznie mniejszy, niż sugeruje legenda, a wiele barwnych anegdot pochodzi z późniejszych opowieści moralizatorskich, nie z dokumentów epoki.
To zastrzeżenie samo w sobie jest lekcją: historie o bańkach też podlegają inflacji. Rynek przesadza w cenach, opowieści o rynku przesadzają w szczegółach.
Kompania Mórz Południowych, 1720
Akcje brytyjskiej spółki handlowej wzrosły w ciągu kilku miesięcy wielokrotnie, po czym równie szybko spadły, rujnując wielu inwestorów. Z tym epizodem wiąże się słynne zdanie przypisywane Izaakowi Newtonowi — o tym, że potrafi obliczyć ruch ciał niebieskich, ale nie szaleństwo ludzi. Autentyczność tego cytatu jest wątpliwa i historycy traktują go z rezerwą. Sam fakt, że Newton stracił na tej bańce znaczną sumę, jest natomiast dobrze udokumentowany.
Dwudziesty wiek i dalej
Krach 1929 roku poprzedziła hossa napędzana kredytem na zakup akcji. Bańka internetowa z przełomu wieków opierała się na spółkach, których modele biznesowe miały dopiero powstać — przy czym część z nich rzeczywiście powstała i zdefiniowała następne dwadzieścia lat, co komplikuje prostą narrację o głupocie tłumu. Kryzys 2008 roku wyrósł z przekonania, że ceny nieruchomości w skali kraju nie mogą spaść jednocześnie. Późniejsze cykle kryptowalutowe powtórzyły ten sam wykres w krótszej skali czasu, kilka razy pod rząd.
Memecoiny stanowią przypadek graniczny i pod pewnym względem uczciwszy od poprzedników. Nie udają wartości fundamentalnej. Cała propozycja sprowadza się do tego, że ktoś kupi drożej — czyli do jawnego sformułowania mechanizmu, który we wcześniejszych bańkach ukrywał się pod warstwą uzasadnień.
Dlaczego wiedza o tym nie pomaga
Każdy uczestnik bańki zna historię poprzednich baniek. To nie jest problem informacji. Problem polega na tym, że wewnątrz bańki wszystko wygląda racjonalnie: cena rośnie, więc kupujący mieli rację; ktoś obok zarobił, więc to możliwe; ostrzegający mylili się przez ostatnie dwa lata, więc pomylą się i teraz.
Dochodzi do tego mechanizm szczególnie okrutny dla ostrożnych. Kto wysiadł za wcześnie, obserwuje dalszy wzrost i płaci za rozsądek poczuciem straconej okazji — często na tyle dotkliwym, że wraca na rynek w najgorszym możliwym momencie, tuż przed szczytem, i to z większą pozycją niż wcześniej.
Co z tego wynika praktycznie
Niewiele, jeśli szukać przepisu na trafienie szczytu. Nikt nie potrafi tego robić powtarzalnie, a ludzie ogłaszający koniec bańki mylą się przeciętnie kilka lat, co na rachunku z dźwignią oznacza to samo co mylić się całkowicie.
Coś jednak wynika. Po pierwsze: jeśli uzasadnieniem zakupu jest wzrost ceny, to nie jest uzasadnienie, tylko opis. Po drugie: „nie mogę tego przegapić" to emocja, nie analiza, a emocja z dźwignią wychodzi drożej niż bez. Po trzecie i najważniejsze — rozmiar pozycji jest jedyną częścią tej układanki, którą kontrolujesz w całości. Nie przewidzisz, czy tłum oszaleje jeszcze na dwa lata. Możesz zdecydować, ile Cię to będzie kosztować, jeśli oszaleje w drugą stronę.