Matematyka, która nie wybacza
Większość rzeczy w tradingu jest dyskusyjna. Ta jedna nie jest. Odrabianie strat rządzi się arytmetyką, która nie zależy od strategii, brokera, nastrojów rynkowych ani od tego, jak bardzo ktoś wierzy w swoją metodę. Jest dokładnie tak samo bezwzględna dla początkującego i dla weterana.
Asymetria, od której wszystko się zaczyna
Procenty nie są symetryczne, bo liczy się je od malejącej podstawy. Tracąc 20%, zostajesz z 80 — a żeby ze 80 wrócić do 100, musisz zarobić 25%, nie 20. Im głębsza dziura, tym bardziej rozjeżdżają się te dwie liczby, i rozjeżdżają się szybciej niż liniowo.
| Strata kapitału | Zysk potrzebny do wyjścia na zero |
|---|---|
| 10% | 11,1% |
| 20% | 25% |
| 30% | 42,9% |
| 50% | 100% |
| 70% | 233% |
| 90% | 900% |
Wzór: potrzebny zysk = strata ÷ (1 − strata). Nie zawiera żadnych założeń o rynku — to czysta arytmetyka.
Ostatni wiersz warto przeczytać dwa razy. Po utracie dziewięciu dziesiątych kapitału trzeba go zdziesięciokrotnić, żeby wrócić do punktu wyjścia. Nikt tego nie robi. Statystycznie rzecz biorąc, rachunek na tym poziomie jest rachunkiem zamkniętym, tyle że jeszcze o tym nie wie.
Co robi z tym dźwignia
Dźwignia nie zmienia powyższej tabeli. Zmienia tempo, w jakim się po niej schodzi. Przy ekspozycji trzydziestokrotnie większej od depozytu ruch instrumentu o jeden procent oznacza zmianę wartości rachunku o trzydzieści procent. W drugą stronę działa identycznie — i to właśnie tam robi różnicę, bo trzydzieści procent to już czwarty wiersz tabeli.
W Unii Europejskiej maksymalna dźwignia dla klientów detalicznych jest ograniczona przepisami i różni się w zależności od klasy instrumentu: najwyższa dla głównych par walutowych, niższa dla indeksów i złota, jeszcze niższa dla surowców i akcji pojedynczych spółek, najniższa dla kryptowalut. Te limity powstały nie z troski o wygodę, tylko po analizie tego, co działo się na rachunkach detalicznych przy dźwigniach kilkusetkrotnych.
Depozyt zabezpieczający i mechanika końca
Dźwignia ma jeszcze jeden efekt, mniej oczywisty niż mnożenie wyniku. Straty zjadają nie tylko kapitał, ale i zdolność do utrzymania pozycji. Gdy poziom zabezpieczenia spada poniżej progu wymaganego przez brokera, pozycje zamykane są automatycznie — niezależnie od tego, czy scenariusz miał rację i czy rynek zawróciłby dziesięć minut później.
To dlatego pytanie „ile mogę stracić" jest źle postawione. Właściwe brzmi: ile mogę stracić, zachowując zdolność do dalszego działania. Rachunek, który przetrwał obsunięcie o 15%, jest w innej sytuacji niż rachunek, który przetrwał obsunięcie o 60% — nawet jeśli oba nadal są otwarte.
Klasyczna literatura zarządzania ryzykiem podpowiada kolejność odwrotną do intuicyjnej. Najpierw ustal, jaką część kapitału jesteś w stanie stracić na pojedynczej transakcji. Potem zmierz dystans do poziomu, na którym scenariusz przestaje obowiązywać. Dopiero z tych dwóch liczb wynika wielkość pozycji. Nie odwrotnie — bo przy odwrotnej kolejności wielkość pozycji ustala nadzieja, a nie arytmetyka.
Dlaczego to jest niepopularna wiedza
Powyższa tabela jest dostępna od zawsze i nie wymaga żadnej wiedzy eksperckiej. Mimo to raporty nadzorów finansowych rok po roku pokazują, że zdecydowana większość rachunków detalicznych kończy handel CFD ze stratą. Nie dlatego, że ludzie nie umieją liczyć. Dlatego, że arytmetyka mówi o przyszłości, a przekonanie o własnej racji mówi o teraźniejszości — i w chwili decyzji to drugie jest głośniejsze.
Jedyna znana obrona jest nudna: ograniczyć stratę, zanim się wydarzy, i nie negocjować z nią w trakcie. To nie gwarantuje zysku. Gwarantuje tylko, że dojdzie się do wiersza z 10% zamiast do wiersza z 90% — a różnica między nimi to różnica między niewygodą a końcem.